Trochę soli , szczypta pieprzu... ciut słodyczy i goryczy.... wszystko w domu wymieszane, nuda, miłość i gadanie.... może wyjdzie,może nie... tak czy owak bliżej poznacie mnie! przedstawiam Wam królestwo moje, na norweskich wodach postawione....

Rodos

No to lecimy!
Pierwszy dzień wakacji rozpoczęłam w samolocie. Rodos to piękna grecka wyspa, na której byłam po raz trzeci.Jedyne cztery godzinki lotu,a człowiek znajduje się w zupełnie innym świecie. Gorące greckie słońce,piękna przyroda, pyszne jedzenie oraz grecki temperament sprawiają, że ja czuję się tam świetnie i chętnie tam wracam. Tym razem nasz hotel znajdował się na uboczu. Hotel  Georgia jest rodzinnym interesem, którego szefem jest senior rodu,a dzieci zajmują się całą resztą. Zaletą takich miejsc jest to,że przyjmują Cię jak do swojego domu. Nie jesteś anonimowym gościem w tłumie innych turystów błąkającyh się po korytarzu wielkiego hotelu i resortu spa.
Ponieważ wyspę znamy dobrze,ten tydzień postanowiliśmy spędzić  bardzo leniwie.Nie zwiedzaliśmy, a spaliśmy do południa, by po południu wygrzewać się nad hotelowym basenem. Jedynie wieczorami chodziliśmy na kolacje do pobliskiego miasteczka co zmuszało nas do ruchu.  Jak się okazało był to strzał w 10, bo następny tydzień był nieco inny. :)

Grecja kojarzy mi się z muzką i regionalnymi tańcami. Zorby nikomu nie trzeba przedstawiać. A zatem codzienne imprezy przy dobrym winie, w greckim klimacie to coś fantastycznego :)


Greckie plaże są głównie kamieniste,ale na Rodos znajdziemy też długie,złote i piaszczyste. 



Tak wyglądał nasz hotel. Prawda,że przyjemny? :)


Odwiedzając Rodos nie można pominąć starego miasta. Są to obronne mury, których środek wypełniają piękne ulice i uliczki ze sklepikami i cudownymi, klimatycznymi knajpkami.














I port...który znajduje się zaraz przy starym mieście.




Tu niegdyś stał wielki KOLOS RODYJSKI - jeden z siedmiu cudów świata. Dziś jego miejsce zajmują skromne koziołki.



 I mój kochany, trochę smutny pies...którego widziałam dosłownie przez chwilę, gdy mieliśmy międzylądowanie. Tutaj duże podziękowania należą się naszemu nieocenionemu przyjacielowi Panu S. , który troskliwie zajął się naszym pupilem.




I ja....zawsze i wszędzie z aparatem,by nie umknęły mi żadne fajne miejsca ani chwile. 
Tydzień w Grecji się skończył, ale następny też był fajny.
A kierunek HISZPANIA.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz