Trochę soli , szczypta pieprzu... ciut słodyczy i goryczy.... wszystko w domu wymieszane, nuda, miłość i gadanie.... może wyjdzie,może nie... tak czy owak bliżej poznacie mnie! przedstawiam Wam królestwo moje, na norweskich wodach postawione....

czwartek, 5 marca 2015

RÓŻA


Mała,piękna,pachnąca,kolorowa,niewinna,ale z kolcami.
Sprawia zawsze przyjemność tym,którzy ją otrzymają....każda okazja lub jej brak jest dobrym pomysłem by komuś ją podarować. Róża...krótkie słowo, łamiące prawdopodobnie obcokrajowcom języki.Przyznam,że kiedyś ścięte kwiaty nie sprawiały mi tyle radości co dzisiaj.
Zawsze uważałam,że to zmarnowane pieniądze. Postoją dzień lub dwa i zwiędną.
Ale nie dziś,nie teraz i nie w tej teraźniejszości.
Od paru dni dręczyła mnie chandra. Kompletna niechęć do ludzi i otaczającej mnie rzeczywistości.
Brak motywu,brak motywacji,brak energii i czegokolwiek.
Ciemne,gęste,grube chmury wiszące nad miastem i nieustająco sączący się deszcz.
Szarość, zmęczone niskim ciśnieniem twarze, senność....czyli całe moje otoczenie.
Po prostu rozłożyłam ręce,wykrzywiłam usta i chciałam,ale nie miałam werwy by się zbuntować.
 Chwilowa przerwa w postaci pięknego słońca nie przyniosła odpowiedniego rezultatu....ani długi popołudniowy wypad do centrum miasta,by pogrzebać,poszperać,wynaleźć i kupić coś fajnego w ulubionym sklepie. 
Nic nie pomagało!









Będąc dziś w sklepie ogrodniczym,szukając nowych roślin do naszej ogrodowej rodziny...przystanęłam,popatrzyłam na piękne wiadra pełne kolorowych róż.
Spojrzałam maślanymi oczami na mojego L. wyraźnie dając mu do zrozumienia,że chcę dostać kwiaty.
Zaczęliśmy w nich przebierać,szukać i wybierać podczas gdy podszedł do nas przemiły Pan sprzedawca i powiedział:
-Te kwiaty są za darmo. 
Ogłupieni tymi słowami patrzymy na siebie,na sprzedawce....upewniliśmy się raz jeszcze,czy aby na pewno dobrze zrozumieliśmy i pytamy:
- Ile możemy wziąć tych bukietów?
-Ile tylko macie ochotę. 




Wróciłam do domu,obejmując całą sobą siedem bukietów kolorowych róż.
Zrobiłam sobie pyszną kawę i od razu zabrałam się za dzielenie kwiatów.
Cały parter pachnie,cały parter wypełniają róże....a po mojej chandrze nie ma śladu.
Odprężona,napojona świeżymi kwiatami,z obolałymi palcami po kolcach...uśmiecham się, bo moja dusza na bosaka z wiankiem na głowie tańczy gdzieś na łące.
 Pan z ogrodniczego nieświadomie podarował mi trochę wiosny i przepędził mój paskudny,zły,marudny humor. 
Panu dziękuję,a Panom przypominam,że zbliża się Dzień Kobiet!
Do napisania!







2 komentarze:

  1. Pięknie nastrojowo i pachnąco. A do tego przepędziły chandrę wprowadziły pozytywizmu całą moc i tak trzymaj:)) Róże, ot co.

    OdpowiedzUsuń
  2. (nie)zwykły ścięty kwiat.....takie to proste.....a ja jestem dzieckiem wiosny :)

    OdpowiedzUsuń